Upłynęło tylko 70 lat od kiedy Astrid Lindgren zbulwersowała świat dorosłych wydając swoją Pippi Långstrump, Pippilottę Firandellę Złotomonettę Pończoszankę. Ten mały rudzielec wywołał wielki zamęt i konsternację wsród rodziców i pedagogów nie tylko w konserwatywnej Szwecji. Zbuntowana anarchistka, radośnie korzystająca z wolności i swobody, przez nikogo nie kontrolowana, po prostu bawi się ku zazdrości i sympatii dzieci na całym świecie. Szkoła ze swoją tabliczką schorzenia nie jest dla niej. Wybrałaby ewentualnie ferie, ale nie za wszelką cenę. Zna zresztą szkoły na całym świecie, a szczególnie te w Argentynie:

„- Nie ma to jak szkoły w Argentynie – mówiła Pippi, wyniośle spoglądając z wysoka na dzieci. – Gdybyście do takich szkół chodzili! Tam ferie wielkanocne zaczynają się w trzy dni po feriach Bożego Narodzenia, a gdy ferie wielkanocne się skończą, to po tych trzech dniach są letnie wakacje. Wakacje letnie kończą się pierwszego listopada, a potem następuje ciężki okres aż do jedenastego listopada, kiedy zaczynają się ferie Bożego Narodzenia. Trzeba się jednak z tym pogodzić, bo i tak nie ma lekcji. W Argentynie nauka jest surowo zabroniona. Zdarza się czasem, że ten czy ów dzieciak w Argentynie wśliźnie się do szafy i siedzi tam, i uczy się w ukryciu, ale nie daj Boże, jeśli go matka zobaczy! Rachunków wcale w szkołach nie ma i jeśli znajdzie się dziecko, które wie, ile jest 7 i 5, musi za karę stać przez cały dzień w kącie. Czytanie mają tylko w piątki, i to wyłącznie jeśli są książki do czytania. Nigdy ich jednak nie ma.
- A co w takim razie robią w szkole? – zapytał z wielkim zainteresowaniem mały chłopczyk.
- Jedzą cukierki – odpowiedziała Pippi zdecydowanie. – Z pobliskiej fabryki cukierków idzie długa rura prosto do klasy i stamtąd całymi dniami napływają cukierki, tak że dzieci mają masę roboty z jedzeniem.
- No, a co robi nauczycielka? – zapytała jedna z dziewczynek.
- Zdejmuje dzieciom papierki z cukierków, głuptasie – odpowiedziała Pippi. – Nie sądziłaś chyba, że same to robią? Rzadko! Nawet same nie chodzą do szkoły. Posyłają brata.”

A teraz dla równowagi fragment książki Geralda Huthera, Uli Hauser „Wszystkie dzieci są zdolne. Jak marnujemy wrodzone talenty”, Wydawnictwo DOBRA LITERATURA, 2014:

„Dzieci rozpiera ciekawość otaczającego świata, nieustannie chciałyby coś odkrywać, zadawać pytania; czterolatki robią to nawet do 400 razy dziennie; ciągle przeżywają coś nowego, ucząc się w ten sposób życia. W tym wszystkim najważniejsze są te doświadczenia, które dziecko zbiera w kontaktach z innymi ludźmi, to one zapisują się najintensywniej w dziecięcych mózgach. To, że większość dzieci najpóźniej po dwóch latach chodzenia do szkoły traci wrodzoną ciekawość świata, nie wynika z jakiegoś naturalnego prawa. Nie są temu winne ani same dzieci, ani konstrukacja ich mózgów, lecz ...”  Resztę sami przeczytajcie.

Gerald Huther, Uli Hauser „Wszystkie dzieci są zdolne. Jak marnujemy wrodzone talenty”, Wydawnictwo DOBRA LITERATURA, 2014:

Do Pippi będziemy wracać na naszej stronie, bo to nasza ulubienica. Tak jak Koziołek Matołek.

 sowa

Fundacja Pomysł na Życie

Tel. 507 85 10 82

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

ul. Kościańska 25

60-112 Poznań

Inne dane Fundacji

KRS  0000378088

NIP 7792403319

Konto 51 1750 0012 0000 0000 3530 3693

 
Napisz wiadomość
E-mail 
Imię 
Temat 
Treść 
    

 

 
Fundacja Pomysł na Życie

Tel. 507 85 10 82

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

ul. Kościańska 25

60-112 Poznań

 

Inne dane Fundacji

KRS  0000378088

NIP 7792403319

Konto 51 1750 0012 0000 0000 3530 3693


 
Napisz wiadomość
E-mail 
Imię 
Temat 
Treść 
    

 

realizacja Paint Studio